Portal dla nauczycieli
i dla tych, którzy dopiero zamierzają nauczycielami zostać

PRZEPISY A INDYWIDUALIZACJA – ZGNIŁY KOMPROMIS

Myślę „moja klasa” i co widzę? Gromadę siedzących w ławkach różnych dzieci. Różnych… Jedno się uśmiecha, drugie patrzy zamyślone w okno, inne rozmawia z kolegą, grzebie w plecaku, coś rysuje, wierci się, położyło głowę na ręce, unosi w górę palce i mało nie wyskoczy z ławki, bo chce coś powiedzieć, mówi, nie czekając na pozwolenie… Ogarniam wzrokiem to towarzystwo i myślę „mam fajną klasę” albo – „to trudna klasa”.

Dlaczego używam liczby pojedynczej (poloniści rozpoznają synekdochę)? Przecież wiem, że każde dziecko to osobna historia, inny charakter, odrębny świat. A jednak ulegam myśleniu „to dobra lub zła klasa”, słyszę opinie „ta nauczycielka ma zawsze fajne klasy” albo „klasy tej nauczycielki sprawiają same problemy”. Ma to swoje wyraźne konsekwencje, powoduje, że uczę nie pojedynczego ucznia, ale… klasę. Wyciągam jakąś wypadkową, średnią i dostosowuję do niej metody pracy, sposób reakcji, wymagania.

Dobrze znam frustrację wynikającą z traktowania wszystkich dzieci jednakowo, przykładania do nich jednej miary. Tak się staram, a oni niezadowoleni, nie podoba im się, nie rozumieją... A dla kogo się staram? Kto nie rozumie? Komu się nie podoba? Czy przygotowując zadania, mogę myśleć o Marcie, Andrzeju, Tomku, Dagmarze? Czy raczej jestem zmuszona myśleć o klasie V b?

W realiach polskiej szkoły funkcjonują paranoiczne rozporządzenia. Z jednej strony obligują nauczycieli do indywidualizacji nauczania, czyli dostosowywania wymagań do indywidualnych potrzeb i indywidualnych możliwości uczniów. Mam rozpoznać problem, sporządzić dla każdego indywidualny plan, zorganizować odpowiednią pomoc i sprawdzać, jakie są jej efekty. Buntuję się – mam w klasie 27 uczniów! Z drugiej – ustalane są kryteria ocen i wymagania, które uczeń w danym okresie swojego życia musi spełnić, czyli sztywne normy, którymi należy ucznia zmierzyć. Nie jest ważne, jaki postęp zrobił od początku roku szkolnego, czego się nauczył na miarę własnych indywidualnych możliwości. Ważne, czy umie to, co każdy uczeń klasy III powinien umieć. Czy nabył umiejętności, których wymaga się od ucznia klasy IV. W jakim stopniu umie i w jakim nabył. Buntuję się – to niesprawiedliwe! Miotam się od jednego buntu do drugiego, od potrzeby bycia w porządku wobec przepisów do potrzeby bycia w porządku wobec szkolnej rzeczywistości.

W tym cyklu – o nazwie „Moja klasa” – zachęcam do dyskusji o różnych nauczycielskich dylematach. Spróbujemy znaleźć sposoby na „ogarnięcie” sytuacji, odpowiedzi na pytania: Jak sobie z tym poradzić? Jak się uodpornić? Jak pozostać w zgodzie ze sobą, z rozporządzeniami, z wytycznymi? A przede wszystkim – jak w gąszczu przepisów i wymagań nie zgubić dziecka?


Zaloguj się

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Zaloguj się Rejestracja

Losowe artykuły

Przewiń do góry
Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis dostosowuje się do indywidualnych potrzeb użytkowników. Cookies nie są niebezpieczne, ale w każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Więcej informacji na ten temat w polityce prywatności.